Mało jest rzeczy na świecie (poza nietolernacją, wojnami, głodem i tak dalej), które wkurwiają mnie równie bardzo jak MOTORY. Dla mnie motor to zło wcielone.
Sytucja jest następująca. Siedzę na murku przy wyjściu z metra Politechnika, słuchawki na uszach, gram w grę, czekam B. i na jeszcze jedną psiapsiułeczkę. A tu nagle JAK MNIE NIE PIERDOLNIE w uszy.
Ten sam dzień. Siedzimy sobie w Green Coffe i na litość boską. Nie domyślicie się. Znów motór.
POWYTRZELIWYWYWAĆ ICH WSZYSTKICH. Albo chociaż koła podwędzić.
spoko, teraz jest sezon na ograny :)
OdpowiedzUsuń